Ta strona używa plików Cookie. Korzystając z tej strony zgadzasz się na umieszczenie tych plików na twoim urządzeniu
Kontarst
Rozmiar czcionki
| |

Najnowsze galerie

Zobacz też

Starostwo Powiatowe w BrzeskuBiuletyn Informacji PublicznejKuratorium Oświaty w KrakowieUniwersytet Pedagogiczny w KrakowieUniwersytet Papieski w Krakowiedeklaracja-dost.jpgCentralna Komisja EgzaminacyjnaOkręgowa Komisja EgzaminacyjnaOśrodek Rozwoju Edukacji

Social Media

Facebook 

Szkoła Dialogu

Znak Jakości



Mariusz Opiła, Tomasz Zelek

"EPOPEJA O SZKOLE"

 

Szkoło! Bożyszcze moje ty jesteś jak zdrowie,

Ile cię trzeba cenić ten tylko się dowie

                                                               kogo wyrzucili

Ja piękność twoją widzę i opisuję,

Bo jeszcze Bogu dzięki twym uczniem się czuję

O panie woźny! Co drzwi otwierasz tej nauki zdroju,

I zawsze w ciężkim zadymiasz nas znoju,

Nigdy aczkolwiek za złe ci nie mamy,

Iż lekcji nie ma zaś spokój dany.

Ileż to razy dzięki panu szefie,

Niuton został w szkole, my jak na wuefie,

Po tych ścieżynach ganiając tym bardziej że zdrowym,

Dane nam było oddychać powietrzem parkowym.

Przy spalonych żarówkach i dymiących piecach,

Uczymy się wytrwale przy woskowych świecach.

Był park......

Wokół szkoły ścieżkami porżnięty,

Pełen wonnych kwiatów, zapachów i mięty.

Drzewa przepiękne przez Barona Gieca,

Zasadzone w końcu tamtego stulecia,

Cień rzucały na dróżkę smołą wykładaną,

Po której tyle butów szło codziennie rano.

Piękne szlachcianki i dzielni panowie,

Dreptali zapewniać swoją pustkę w głowie.

A w środku tego parku jakby na cokole

Stała szkoła, a w tej szkole?

Był hol......

Jasny piękny i drewniany,

Cały zakurzony, gumą wykładany.

Był on miejscem schadzek i spisków młodzieży,

Co się tam wyprawiało nikt nam nie uwierzy.

Przez szklany dach zerka słonko śmiało,

Myśląc, co z tą młodzieżą dzisiaj się podziało

Cóż się mogło zdarzyć? Jaka zaszła zmiana?

Posłuchajcie zatem fragmentu polowania:

Na ten czas profesor chwycił na taśmie przypięty,

Długopis swój długi, centkowany, kręty

Wzdął policzki jak banie w oczach krwią zabłysnął,

Przerażonego uczniaka pytaniem przycisnął.

Zdawałoby się że jest w swym żywiole,

Krzycząc - nic nie umiesz, nic nie wiesz matole!

Ucznia strapiła tak ciężka sytuacja,

Wolałby żeby inaczej przebiegała akcja.

Profesor rzekł z uśmiechem - piątka do góry nogami,

Uczeń ze wstydu w ławce zakrył się książkami.

Teraz wszyscy umilkli siedzą jak zaklęci,

Mając cichą nadzieję, że ich los oszczędzi.

Niestety znowu poszedł odwiedzić tablicę

Następny nieszczęśnik aż mu zbladły licę.

Zdaje się wszystkim że odpowie śmiało,

A to niestety tylko echo grało.

Nagle głos dzwonka wszyscy posłyszeli,

I biedni jak na skrzydłach z klasy wyfrunęli.

Cóż z tego że dramatyczna skończyła się lekcja,

To znów na nudny apel zwołuje Dyrekcja.

Najpierw drzwi do holu na oścież otwarto,

Pierwszy idzie marszałek głowę ma zadartą.

Wita się ze wszystkimi i staje na czele

                                                               młodzieży,

Która przed jego oczyma wokoło się ścielę,

Potem nasz Lesio mówi coś z uśmiechem,

My zadania ściągamy z ogromnym pośpiechem.

Dobry taki apel, lecz zbyt krótki, mały,

Ach żeby takie apele cały dzień nam trwały.

Pan dyrektor kończy apel określeniem "zbóje"

Idźcie teraz do klasy zbierać dalej dwóje.

Więc mężni młodzieńcy i piękne szlachcianki,

Idą to na fizykę to znów do lustrzanki.

Nikt im nie uwierzy ile strachu mają,

Czy ich napięte do granic nerwy wytrzymają?

Bo znów się zaczyna historia ta sama,

Dolo moja uczniowska, dolo ukochana.

Bo rzadko się zdarza w naszym życiu skromnym,

By choć jeden dzień w szkole był dniem dość spokojnym.

Tymczasem......

Lustrzanka. blaskiem swoim młodzież przywitała,

Robiła to jednak lepiej kiedy lustra miała.

Wiśniowa ponoć piękną salą kiedyś była,

Do dzisiaj jednak piękny swój kolor straciła.

Dalej salka w której obok pieca lina się znajduje,

W salce młodzież zawsze najlepiej się czuje.

Są też schody, stare, drewniane, skrzypiące,

Bo idąc po nich słyszysz dźwięki przejmujące

                                                                           twą duszę.

Po lewej z kolei historia się kłania,

Nad rządami Mieszka skłania do dumania.

Za nią biblioteka sprytnie urządzona,

Zgrabnie przerobiona z łazienki barona.

W nim ryby, żaby, szkielety w otoczeniu ptactwa,

Później klasa mała (czstością nie grzeszy)

Za to klasówka w takiej klasie każdego ucieszy.

Potem przed nami fizyczny gabinet się ściele,

Wszyscy się przed nim modlą jakoby w Kościele.

Gabinet polonistyczny zaraz obok niego się znajduje,

Bo wychodząc z fizyki poezję się czuję.

Kiedy ostry zapach kwasów w nozdrza cię uderzy,

Wiesz już że chemiczny niedaleko leży.

Po nim gabinet języków obcych znajduje się miły,

W którym słuchamy wykładów pani Bogumiły.

Z kolei trzeba "b" ma tu swoją salę.

Klasę niedużą, jasną ale......

W pobliskim sąsiedztwie pięknie nam się kłania,

Gotowa do posiedzeń "świątynia dumania"

W środku schludna i czysta z zewnątrz zaś zamkniona,

Zmusza nas w "Hadesu" oddać się ramiona.

Tam panuje potężny Stanisław Kurtyka,

Ostatni klucznik z Kurtyków co bramy zamyka.

Woźny jak detektyw "Hades" wciąż przemierza,

Wiązaczy spłuczek łapie sam kary wymierza.

Nie dawno do pomocy kupił sobie nowy,

Z turbo dopalaniem pojazd odrzutowy.

On nas wszystkich przewyższa mądrością i sprytem,

Zaskakuje wiedzą, przeraża dowcipem.

 

Kończąc nasz poemat krótko i wspaniale,

Wiemy że skromnością nie grzeszymy wcale

Twierdząc, że nasze liceum prastare,

Ma dziurawy dach i mury zgrzybiałe.

Będziemy więc tu chodzić chyba do matury

Jaśli się nie zwalą te wspaniałe mury.

 

MARIUSZ OPIŁA, TOMASZ ZELEK
Absolwenci roku 1989