[...] Zdarzenia, które zapamiętałem to np.: Prof. Złonkiewicz często po obwieszczeniu dzwonkiem przez woźnego, że czas na lekcję, stawał przy schodach i spóźnialskich przywoływał w sposób charakterystyczny palcem, mówiąc "chodź tu robaczku", wkładał dwa palce do kieszonki w koszuli czy marynarce, przykładał do własnego nosa i obwieszczał " o! robaczku paliłeś".[...]
JÓZEF GURGUL
[...] Wspominam lekcje języka rosyjskiego prowadzone w parku. Lekcje matematyki prowadzone przez Prof. Stawiarskiego bardzo przystępnie i tak wszystko tłumaczone, wyjaśnione, aby każdy zrozumiał. Jako stresujące, wspominam sprawdzanie przez Profesora, przyswojenia przekazywanej wiedzy. Nietuzinkową postacią w okresie naszego powodzenia w Liceum był woźny. Woźny to był WOŹNY i już. Miał przezwisko NIECH NA NA, bo często w zdenerwowaniu powtarzał te wyrazy. Każdą wypowiedź do uczniów rozpoczynał " Ja i Pan Dyrektor."[...]
KAZIMIERZ GÓRAK
[...] Zimą stulecia, tą prawdziwą, była zima 1963 roku. W wysokich, pałacowych salach mróz hulał swobodnie, powietrzne ogrzewanie nie dawało rady. Nie dawały też rady piece kaflowe, mimo intensywnego opalania... Przy piecu było ciepło, a już metr dalej ziąb był bezlitosny. Temperatura ok. -40 st. C trzymała się długo. Szkoły podstawowe pozamykano, a u nas nikt... I chyba to w naszej klasie zrodził się pomysł, aby gremialnie stawiać się przed gabinetem lekarskim, pod pretekstem przeziębień... No i dyr. Starzyk się ugiął - dostaliśmy upragnione wolne... Czy to nie był aby jakiś rodzaj prekursorskiego strajku? [...]
MIECZYSŁAW KLIMEK
[...] Jeszcze taka sytuacja, która mnie spotkała. Z paroma kolegami chodziliśmy na przerwach do toalet w piwnicy, żeby zapalić papierosa. Wracając, na stopniach schodów w holu czekał na nas Profesor Złonkiewicz. Usłyszałem "paliłeś robaczku" i dwa palce powędrowały do mojej małej kieszonki w marynarce. Znalazł parę okruszków tytoniu i spotkała mnie kara. Zaprowadził mnie do sekretariatu, poprosił sekretarkę o nożyczki, powiedział" i do tego masz jeszcze długie włosy". Chwycił mnie parę razy za czuprynę i wyciął mi niezłe bruzdy. Na drugi dzień już po siódmej rano stałem przed zakładem fryzjerskim.
BOGUSŁAW KOTWA
[...] Miło wspominam lata licealne w pałacu Goetza. Trudno zapomnieć specyficzną atmosferę i urocze otoczenie szkoły, zwłaszcza wiosną i latem. Chyba wszyscy pamiętają kwitnące i pachnące magnolie, łąkę przed głównym wejściem do szkoły pełną różnorodnego kwiecia czy spotkania pod "drzewem królewskim".
Z wielkim szacunkiem wspominam do dziś zacnych profesorów, którzy nam młodym poświęcali wiele sił, a przede wszystkim chcieli podzielić się z nami swoimi doświadczeniami i wiedzą. Do nich należą - nasza wychowawczyni, polonistka Helena Bereziuk, Elżbieta i Czesław Złonkiewiczowie, Witold Stawiarski, Zofia Kądziela, Weronika Brzezińska, Błażej Palej, Stanisława Wawrykiewicz, oraz Helena i Stefan Bystrzyńscy.
Specyficzną postacią naszego liceum był woźny Koziński, z którym należało żyć w zgodzie - bo wtedy wszystko było "OK".
MARIA KUCIA (WĄS)
[...] Byłem w 9-tej klasie, kiedy postanowiłem zapisać się na kółko fizyczne, które jak mi się wydaje zaczynało się dopiero od 10-tej klasy. Kółko prowadził Prof. Złonkiewicz, który mnie w przedmiocie fizyki nie znał, bo moim nauczycielem od fizyki był Prof. Schweiger.
Muszę cie trochę poznać jako fizyka- powiedział. -Zrobimy mały egzamin dzisiaj wieczór. Wiesz, że w niektóre dni chodzę z bańką po mleko, tu nie daleko do gospodarza. Zaczekaj dziś na mnie, to po drodze wzdłuż parku, porozmawiamy o fizyce. [...]
[...] Pytanie było z mechaniki. Dlaczego jajko upadając na podłogę rozbije się, a upadając na materac nie? Również i tym razem pierwsza przyszła mi na myśl odpowiedź powierzchowna, że podłoga jest sztywna i twarda, a materac miękki. Obecność profesora wstrzymała mnie przed ujawnieniem takiego błahego spostrzeżenia. Sięgnąłem do praw mechaniki, której zdołaliśmy już co nieco przerobić, to było to, czego właśnie oczekiwał Pan Profesor, który widząc moje wahanie pomógł mi pytaniem: to jajko w końcu dlaczego się rozbije? Bo działa na niego siła - dopowiedziałem. A zatem? To mnie olśniło. Te dwie siły są różne - jedna większa druga mniejsza.
Dlaczego? Bo są różne przyspieszenia, nie - opóźnienia - poprawiłem się. Z czego to wynika - zapytał Profesor? Bo te powierzchnie w różny sposób się zachowują. Inaczej się odkształcają - dorzucił profesor. Rozumiem, chodzi tu o różne wartości czasów zatrzymania jajka w ruchu - dodałem na koniec zadowolony z rozwiązania problemu. Droga przez park się skończyła, doszliśmy do bramy. Ja idę na lewo ty na prawo. A w czwartek chce cię widzieć na naszym kółku fizycznym - dorzucił pożegnalnie Profesor. Byłem uszczęśliwiony. I choć później w życiu egzaminów miałem bardzo wiele, ten dziwny egzamin wzdłuż parkowej alejki mam jeszcze do dziś w żywej pamięci.[...]
JERZY MICHNO
[...] Kadra profesorska, jak na niewielkie galicyjskie miasteczko, była doborowa, generalnie o wysokim morale, w szeregu przypadkach jeszcze przedwojennym etosem nauczycielskim (przykładowo para profesorska Elżbieta i Czesław Złonkiewiczowie uczyli przed wojną w słynnym Liceum Krzemienieckim), a sylwetki poszczególnych profesorów barwne. W tym czasie nie znaliśmy jeszcze, niekiedy heroicznej przeszłości naszych profesorów. Poziom nauczania był wysoki, co w efekcie sprawiało, że bardzo wysoki procent młodzieży z naszego Liceum zdawał egzaminy wstępne i zostawał przyjęty na wyższe uczelnie.
Chciałbym tutaj zwrócić uwagę na świetne lekcje z języka polskiego prowadzone przez Profesor Helenę Bereziuk, ciekawe doświadczenia na lekcjach fizyki u Profesora Czesława Złonkiewicza i niezapomniane jego lekcje astronomii późnym wieczorem, za miastem na wzgórku, czy też niezwykle klarowne wykłady Profesora Schweigera i bardzo ciekawe lekcje geografii i przysposobienia wojskowego prowadzone przez Prof. Błażeja Paleja. Któż z męskiej części naszego rocznika nie przypomina sobie lekcji WF z Prof. Janem Ogielą, w tym słynnych meczów piłkarskich "małe na duże", lub oryginalnego odśnieżania boiska szkolnego. Nie sposób nie wspomnieć lekcji języka rosyjskiego prowadzonych przez Prof. Werę Brzezińską. Osobiście, dla przyszłej pracy zawodowej dużo zawdzięczam motywacji i lekcjom z j.niemieckiego prowadzonym przez Prof. E.Złonkiewicz.
Na tle życia szkolnego działał prężnie chór szkolny, prowadzony przez Prof. Skrobotowicza uświetniający akademie z różnorakich okazji i rocznic. Życiu szkoły dodawały kolorytu comiesięczne przyjazdy Filharmonii Krakowskiej z występami popularyzującymi różnorodne aspekty muzyki poważnej.
Nasze lata szkolne w Liceum przypadały mniej więcej na środek okresu gomułkowszczyzny, jednak wg mojego odczucia, w szkole nie byliśmy poddawani nadmiernej presji ideologicznej, co moim zdaniem zawdzięczamy przekonaniom i postawie większości profesorów, jak również lokalnego środowiska. Akcenty ideologiczne były obecne tylko w takich rozmiarach, jakie były absolutnie konieczne z uwagi na nadzór zewnętrznych czynników politycznych.
Osobiście wspominam lata szkolne w Liceum Ogólnokształcącym z rozrzewnieniem i nostalgią. Nawet, ciekawy przecież okres studiów, nie wrył się tak w mojej pamięci jak ten licealny. Stąd też chętnie wracam myślą do tamtych czasów.
KAZIMIERZ MLECZKO
[...] Liceum Ogólnokształcące w Brzesku poznałam, jako miejsce przyjazne dla mnie i chyba wszystkich, którzy wstępowali w jego progi jako ważny obiekt ciekawych czasów. Czasy te wspominam z wielkim sentymentem, jako wspaniały okres w życiu. Jako klasa "C" nie byliśmy aniołami i prócz zdobywania wiedzy, czasem trzymały się nas głupie żarty. Wszyscy z nas wyrośli jednak na porządnych ludzi. Wychowawcy Profesora W. Stawiarskiego, pomimo upływu lat, na pewno wszyscy wspominamy. Chwile spędzone z nim na lekcjach wychowawczych, lekcjach matematyki, czy wycieczkach klasowych, wielu z nas nigdy nie zapomni. Wciąż siedzę w tamtej ławce, słysząc słowa Profesora, tańczące nad naszymi głowami i niezdarnie wystraszonymi oczami próbujemy je od siebie oddalić. Nigdy nikt wcześniej, ani nikt nikt później, nie mówił do nas takim niezwykłym językiem, mieniącym się różnymi barwami, nikt z taką precyzją nie tłumaczył nam zadań z matematyki. Miało się wrażenie, iż każde słowo wypowiedziane przez Profesora Stawiarskiego, pozwalało widzieć świat, o którym istnieniu nie mieliśmy pojęcia, słowem i gestem stworzonym na naszych oczach - niemożliwe do opisania uczucie. Liceum Ogólnokształcące w Brzesku wykształciło ludzi mądrych i ambitnych, doskonale radzących sobie w późniejszym życiu zawodowym, ale otwartych również na drugiego człowieka. [...]
STANISŁAWA SKÓRNÓG (KUMELOWSKA)
[...] Chciałem zostać lekarzem - mam dzisiaj swoją przychodnie i nadal pracuję, co sprawia mi wielką radość i satysfakcje. Znajduję też czas na swoje zainteresowania, przede wszystkim malarstwo i muzykę klasyczną co, na marginesie łączy się z bliską memu zamieszkaniu miejscowością - Lusławicami, gdzie żył i malował Jacek Malczewski, a obecnie mieszka i tworzy Penderecki. Poszłam tą samą drogą. Charakterystyczną postacią wśród naszych Profesorów, ale też tą, która miała największy wpływ na to, kim dzisiaj jestem, to Prof. W. Stawiarski. Na początku nauki w Liceum, w pierwszej klasie, brałam udział w konkursie twista (organizowanego na Świetlicy Browaru OKOCIM). Następnego dnia Prof. Stawiarski wezwał mnie do tablicy i kazał ją zamazać. Chyba wiedziałam w jakim celu, bo stwierdził, że w tańcu o wiele lepiej mi idzie niż przy mazaniu tej nieszczęsnej tablicy. Oczywiście otrzymałam za tę czynność dwójkę. Nie usiłowałam protestować. Byłam do tych dwójek przyzwyczajona i miałam ich na swoim koncie niezłą sumkę. Efekt ostatniej dwójki był taki, że tak się zawzięłam, że zaczęłam w domu sama rozwiązywać zadania z matematyki tak długo, aż ,i się uda je rozwiązać. Myślę, że Profesor wiedział na co kogo stać, nie głaskał jak inni Profesorowie, a jednak mobilizował do nauki. A już na maturze bronił nas jak lew. Ciągnąc moje wspomnienia - zdawało mi się, że nie rozwiąże zadań z różnych zresztą przyczyn i to był powód, aby prosić o pomoc kolegę, którego błękit oczu był jak niebo i płowa czupryna figlarnie opadająca na oczy bardziej mnie wabiły, niż te rozważania i wywody z matematyki. Takie, ot sobie reminiscencje dojrzałej dziś damy, proszę księdza.
Profesor Stawiarski, raz taki, że przyłóż do rany, a znów za chwilę leciały matoły, barany i wiało grozą. I Prof. Warykiewiczowa, z okularami we włosach, wpadająca na lekcje i zadająca kartkówkę.[...]
HALINA SZCZERBIŃSKA (KANIA)
[...] Ciekawe wydarzenia z czasów szkolnych, to pochody 1-Majowe, udział w zajęciach chóralnych i występy dla rodziców oraz wycieczka klasowa do Wisły.
Nauczycielami Liceum były niepowtarzalne osoby. Z lekcji matematyki pozostały mi w pamięci stwierdzenia Prof. W. Stawiarskiego:
- idziesz jak ciele do obory;
- lepiej krowy paść, niż chodzić do szkoły;
- weź sobie rozpęd od okna do tablicy.
Prof. Cz. Złonkiewicz lubił pytać: "no robaczku, co powiesz?"
Lekcja matematyki w klasie dziewiątej
Pewnego dnia była lekcja matematyki, na którą przyszedł Dyrektor. Po części ogólnej nastąpiła powtórka z tej lekcji. Profesor matematyki wybrał mnie, abym rozwiązała podany przykład na tablicy. Wychodząc z ławki, musiałabym przesunąć ławkę, która była za mną i wówczas spadł blat z tej ławki. Klasa zamarła, a Profesor od matematyki odezwał się do mnie "idziesz jak ciele z obory". Nic sobie z tego nie robiłam, bo byliśmy już przyzwyczajone do Jego różnych powiedzeń. Natomiast na drugiej lekcji, na samym początku Profesor powiedział- "muszę cię przeprosić za te słowa, bo tak kazał mi Dyrektor".
GRAŻYNA WÓJCIK (RYBAK)
[...] Jeszcze jedno wspomnienie. Dzień matury- pisemny z j. polskiego, Prof. Bereziuk trzymając w ręku kopertę z tematami, powiedziała "Dzisiaj zaćmienie Słońca - obyście nie mieli zaćmienia umysłu. Pamiętajcie, jest to wyjątkowy rok-1000 lecie Chrztu Polski." [...]
MARIA ZYCH (CIEŚLA)














